Skocz do treści

II Liceum Ogólnokształcące

im. Stanisława Wyspiańskiego w Legnicy

ul. Zielona 17
59-220 Legnica

tel. (76) 862-52-88
tel./fax. (76) 862-27-71

Wspomnienia absolwentów

1

Jestem absolwentką II LO w Legnicy i myślę o tym z dumą.

            Swoją naukę w tej szkole zaczynałam w trudnym wrześniu 1977. Czemu był trudny? Ponieważ poprzedziła go powódź, która zalała cały Park. Początek roku związany był z porządkowaniem jego terenów i wspólne działania z pewnością szybciej nas do siebie zbliżyły, niż zwykłe szkolne wydarzenia. Zanim jednak zaczęłam zbierać szkolne doświadczenia, pamiętam siebie stojącą przed tablicą z listami osób przyjętych do poszczególnych klas. Stoję i płaczę. Na liście widzę (jeśli dobrze pamiętam!) 42 nazwiska i są to nazwiska DZIEWCZĄT! Po ośmiu latach bratania się z chłopakami, którzy stanowili większość w mojej klasie, wizja „babskiej” klasy mnie zmiażdżyła. Zrobiłam sobie kalendarz, w którym skreślałam dni – jak w wojsku, lub w więzieniu, które dzieliły mnie od wakacji. Taki to był początek.

            Drodzy Nauczyciele, wybaczcie, że nie napiszę o Was wszystkich. Z pewnością wszyscy, którzy wchodzili do klasy humanistycznej, coś w nas zostawiali. Dziś jednak chciałabym złożyć hołd tym, którzy na moje życie mieli największy wpływ. A o wpływie mogę mówić, mając za sobą prawie całe życie zawodowe.

            Chciałabym podziękować Pani profesor Barbarze Bakalus. Była moją wychowawczynią w tej trudnej, pierwszej klasie. Pokazała nam, że w grupie siła. Nauczyła, jak współpracować, by zmierzyć się z silniejszymi. To dzięki Niej uwierzyłam, że razem można więcej. Z indywidualistki stałam się członkiem zespołu. Może pamięć mnie zawodzi, ale chyba my, „pierwszaki” wygrałyśmy konkurs międzyklasowy. Przez tydzień trwał Jarmark klas. To była wspaniała zabawa, właśnie dzięki Pani, Pani profesor. A na końcu poczucie wielkiego sukcesu!

            Ogromnie dużo zawdzięczam Pani profesor Krupie. Oprócz wiedzy historycznej, której do tej pory mi nie brakuje, oprócz zrozumienia, że historia to proces, co pozwala mi szerzej patrzeć na rzeczywistość, przekazała mi pewną wspaniałą umiejętność. Otóż dzięki Pani, Pani profesor, zdałam maturę ustną z historii, choć – dziś mogę się przyznać – trafiłam na pytanie, które mnie „zabiło”.  Zresztą nie tylko maturę, ale i egzaminy ustne na studia! Poszłam za Pani radą: jeśli czegoś nie wiesz, zacznij od tego, co wiesz… Zanim dochodziłam do odpowiedzi na pytanie, komisje mówiły: „dziękujemy, bardzo dobry” A ja w duchu dodawałam: „dziękuję, Pani profesor!”

            Bardzo dziękuję Panu profesorowi Leszkowi Purgałowi. Chemiczka ze mnie kiepska, ale Pana poczucie humoru chyba współgrało z moim. Dobrze się czułam na Pana lekcjach i jeśli pamięć mnie nie myli, nie miał Pan ze mną kłopotów? Nasza znajomość, dzięki Pana Synowi, przeszła w fazę prywatną i tu uchylę rąbka tajemnicy: po latach niewidzenia spotkaliśmy się w przedszkolu! Pana wnuk i mój syn byli w jednej grupie i zaprzyjaźnili się ze sobą, tak jak w liceum ja zaprzyjaźniłam się z Mariuszem. Moja radość na Pana widok była ogromna!

            Języka francuskiego uczyłam się pod czujnym okiem Pani profesor Barbary Jujeczko. Dziś z łezką w oku wspominam fakt, że po pierwszym roku nauki potrafiłam po francusku opowiadać przypadkowo spotkanemu Francuzowi o systemie edukacji w Polsce. I że początkiem mojej ogromnej kolekcji pocztówek były te otrzymywane od koleżanki z Perpignan, której adres trafił do naszej szkoły dzięki pomysłowi Pani profesor. Szlifowałam język pisząc listy i tłumacząc te, które otrzymywałam.

            Teraz chciałabym napisać o Osobie, która – dziś to widzę bardzo jasno – stworzyła mnie jako pedagoga. Pani profesor Elżbieta Supko, moja polonistka. Uczyła języka polskiego z pasją, ceniła myślenie. Jej zawdzięczam moją miłość do interpretowania wierszy. Każda, nawet najbardziej szalona myśl była prawdziwa, bo nasza własna. Nigdy nie usłyszałyśmy pytania: „co autor chciał powiedzieć?” Tyle było prawd, ilu czytelników. Nie była naszą wychowawczynią. Uczyła nas tylko jednego z przedmiotów. Wchodziła do klasy, sprawdzała obecność, po czym zamykała dziennik, przysiadała na skraju ławki i mówiła: „no dobrze, to co się dzieje?” Nawet w klasie maturalnej nie było rzeczy ważniejszej, niż to, co w nas wrzało. Wiedziała, że wewnętrznie wzburzone jakimiś szkolnymi wydarzeniami nie będziemy w stanie się skupić. Rozumiała nasze bunty, doradzała co zrobić w przypadku szkolnych konfliktów. Uczyła tolerancji, pokazywała racje innych stron. Uczyła sztuki negocjacji – kiedy proponowała typowanie delegacji do załatwienia jakiejś sprawy mówiła: „tylko nie bierzcie Gośki!”. Nie obrażałam się, zaczynałam rozumieć, że samą twarzą wyrażam siebie… Dziś, u schyłku swojej zawodowej drogi, myślę o sobie jako o wychowawcy. Za najważniejsze uważałam zawsze towarzyszenie spotykanym młodym ludziom w ich potyczkach ze światem. Dokładnie tak, jak moim potyczkom towarzyszyła Pani, Pani profesor. Dziękuję. (H.Z)